środa, 8 czerwca 2016

Czarny bez

Czarny bez, Bez lekarski, Hyćka, Bzowina- Sambucus nigra


Ciekawostki:

-to jedna z najstarszych roślin leczniczych

-w kulturze europejskiej zapisał się jako siedlisko demonów

-w wigilię św. Jana przystrajano jego gałęziami domostwa by uchronić je przed czarami, zarazą i pożarem

-występuje w herbie i na fladze czeskiej wsi Kryštofovo Údolí

-gąbczasty rdzeń stosowano w zegarmistrzostwie jako czyściwo

-dawniej kwiatów używano by pobudzić laktacje u kobiet karmiących

-wywar z pędów stosuje sie do ekologicznego zwalczania kretów, norników, mszyc, rolnic i bielinka kapustnika

-podstawowy składnik włoskiego likieru Sambuca

Właściwości lecznicze wykazują: kwiaty, dojrzałe owoce, kora, korzenie i liście.


KWIATY

Zastosowanie: przy przeziębieniach
"Szampan"
Syrop
Napar:
Kwiatostany zbieramy w suche dni wybierając te baldachy w których cześć kwiatów jest jeszcze nierozwinięta. Kwiatostany ścinamy, nie zrywamy i delikatnie układamy w koszu. Szypułki usuwamy dopiero po wysuszeniu.
Przy przeziębieniach, chorobach reumatycznych,

A tak wiedźma rozumie "suche, przewiewne miejsce"

OWOCE
Powiedziano mi na studiach że owoce Czarnego bzu są trujące na surowo...  Na forach też piszą, że silnie trujący, i że można zbierać tylko ten na czerwonych łodyżkach... Nie jedzcie surowego! Pamiętajcie! Kto jeśli nie Wy będzie tak wytrwale nadawał sens mym eksperymentom?  Ostatecznie i tak smakuje obrzydliwie... Zanim mi powiedzieli, że trujący, jako dziecko zjadłam... Teraz mi wstyd. Co za tym idzie owoców nie ruszam. Kwiaty mi wystarczają;/ Więc zgodnie z założeniem bloga- nie opiszę czegoś czego sama nie używam.

"SZAMPAN"
Zrywam całe wiadro kwiatostanów czarnego bzu. Przekładam do największego w domu, wyparzonego wcześniej gara, zalewam na ok dobę przestudzoną przegotowaną wodą. [można dodać pokrojonej w plastry cytryny] Następnego dnia przecedzam ten "zacier" do gąsiorów na wino. Dodaję cukru lub miodu, zależnie od tego co mi wpadnie pod rękę. No i czekam ;p

Wrotycz na mszycę

Wybaczcie mi bo zgrzeszyłam- rzekłabym gdyby pojęcie "grzechu" w jaki sposób do mnie przemawiało. Jednak pozwalając by ma wiara podupadła, dopuściłam się czynu, za który koniecznie muszę wystawić swą osobę na publiczny lincz!!!
Pamiętacie, że jakiś czas temu pisałam o planowanym przetestowaniu oprysku z Wrotyczy? No i nastał ten czas, gdy mszyca przypuściła zmasowany atak na Pipidówę. 



W pierwszym odruchu [i z nawyku unikania chemii] zalałam wrzątkiem garść wspomnianego ziela, przestudziłam, po czym z braku opryskiwacza [kropidła raczej tez nie posiadam] ochlapałam dłonią ulegające przeważającym siłom wroga róże. I do tego momentu miałam poczucie dumy, konsekwencji i wiary w to co robię.

Zdarzenie miało miejsce 5 dni temu. Niestety dziś wiedźma zmuszona była wybrać się do miasta, wszak bywa że listowy woli wypisać awizo niż zapukać;p A w mieście jak to w mieście, czają się pokusy. No i uległa wiedźma, nabywając drogą kupna-sprzedaży preparat na te małe paskudztwa. Przy okazji wysłuchując opowieści   ekspedientki, której teść walczył z mszycami opryskiem z pokrzywy, a na koniec musiał i tak przeprosić się z chemią...
Faktycznie, opryski z pokrzywy również w mej pamięci zapisały się wielkim rozczarowaniem. 
Wracam oto na Pipidówę. Obracam w palcach nabyty oprysk, nadal bez przekonania. Dokonuję ostatnich oględzin i...



Kojarzycie trollujące posty "sprzedam opony do opla"? No to jakby ktoś potrzebował to sprzedam oprysk, chociaż na co Wam on, skoro jest wrotycz? 

<3

wtorek, 31 maja 2016

Kwiatowe inspiracje

Jak zapowiadałam czas na jeden zbiorczo-uogólniający post podsumowujący kwiaty. Może dlatego, że nie chciałabym się powtarzać przy każdym opisie :)


Syropy kwiatowe
Czyli wsadzamy do słoika, ubijamy, przesypujemy cukrem, dosypujemy, ubijamy, przesypujemy... I tak aż po samo wieczko...No i na kilka dni na parapet, a potem do lodówki, albo pasteryzacja [w zależności od tego czy zależy Wam na właściwościach czy jedynie na smaku]:)



Konfitura z płatków

W moim przypadku jest to słoiczek z syropem po pasteryzacji. Nie polecam rozdrabniania płatków a szczególnie ich mielenia, gdyż w moim odczuciu nabierają wtedy posmaku koszonej trawy ;p

Kompot z pączków
Dopiero w fazie eksperymentów ;p



Syrop z wodą gazowaną
Czyli domowa oranżadka


Kostki lodu - aby kwiaty nie wypływały wam na powierzchnię, a pozostały wewnątrz kostki jest banalna metoda [choć na wypadek gdyby dla nie była oczywista w stopniu wyższym niż dla innych- przytoczę]
Nalewamy do pojemniczka odrobinę wody na samo dno. Umieszczamy kwiatek w odpowiadającej nam pozycji. Wstawiamy do zamrażarki. Gdy przymarznie do dna możemy uzupełnić wodę, lub nie koniecznie wodę. Możecie wszak dać się ponieść fantazji i tworzyć kostki w różnych barwach, wzorach czy smakach. Dajmy na to zatopienie gałązki mięty w kostce wzbogaconej sokiem z cytryny? A może plasterka cytryny w kostce złocistej miętowej herbaty? A w ogóle, wymiary kostek lodu nie są standaryzowane, może więc warto pokusić się o zatopienie w lodzie jakiś większych, i bardziej złożonych kompozycji? A potem kolejno dodawać warstwy kolejnych kolorów? Pod różnymi kątami? A może warto namalować wewnątrz lodu jakiś wzór syropem z ... No dobra, dobra.. miałam przecież zostawić pole do popisu dla waszej fantazji :)
Chyba że wolicie zamrozić płatki/kwiatki bez dodatku lodu.

Susz
Zebrane kwiecie rozsypujemy na białym papierze, lub płótnie aby wyszły robaczki i pełzaczki.
Następnie wysypujemy cienką warstwą w zacienionym, przewiewnym miejscu od czasu do czasu mieszając. Możemy również w przypadku większych kwiatostanów rozwiesić je pod jakaś wiatą.Do pojemników, w których planujecie przechowywać susz, dobrze jest dosypać kilka ziarenek ryżu lub innego absorbentu wilgoci.Tym sposobem zabezpieczacie herbatkę przed pleśnią. Chociaż jeśli w słoiczku pojawią się drobne pajęczynki, możliwe że dobrały się do niej mole spożywcze. Można ewentualnie przed dorzuceniem ryżu, wsadzić go na chwile do mikrofalówki. Ja naiwnie wierzę, że mikrofalówki żadne życie nie przetrwa...



Wino kwiatowe- jak wiecie wino nastawiam niemal ze wszystkiego. Polecono mi na 3 dni zalać kwiaty przegotowana wodą, następnie wycisnąć, posłodzić... No dobra, w przepisach jest jeszcze coś o cytrynie, skórce pomarańczy, jakiś dodatkowych przyprawach, drożdżach winiarskich... Ale nie byłabym sobą gdybym trzymała się przepisu. Zatem w gąszczu receptur na kwiatowe wina, zrobię jak zawsze- po swojemu. Jak nie wyjdzie, to ładnie przeproszę. Jak wyjdzie- zaproszę.



Mgiełka kwiatowa

1) zalewamy świeże kwiaty/płatki przestudzoną, przegotowana wodą. Odstawiamy na 1-2 dni. Przecedzamy, wyciskamy i przelewamy do spryskiwacza. [Jeśli zapomnicie zlać, to dnia trzeciego możecie przelać do gąsiora i nastawić wino:]

2) zalewamy świeże płatki wodą, wstawiamy do zamrażarki. Po zamarznięciu i odmarznięciu wyciskamy i do spryskiwacza.


Dodatkowe rady czy coś: W przypadku zamrażania nie musicie stosować wody przegotowanej, kamień sam się wytrąci, chociaż z przegotowanej wytrąca się szybciej. Woda destylowana, czy jak kto woli demineralizowana powinna szybciej wyssać to co wartościowe z naszych kwiatuszków.
No i najważniejsze, jako pozbawiona konserwantów woda zapachowa będzie się psuła w tempie odpowiadającym psuciu się żywności. Najlepiej przechowujcie ja w lodówce nie dłużej niż 1-2 dni, a jeśli chcecie zachować ja na później to.. Myk do zamrażarki!

poniedziałek, 30 maja 2016

Robinia akacjowa

Robinia akacjowa, grochodrzew biały, robinia biała, grochodrzew akacjowaty (Robinia pseudoacacia L.)
Jak wiecie wiedźma lubuje się w roślinności drzewiastej, tak więc na początek, a może na pobudzenie apetytu kilka ciekawostek:

Skoro wspominałam już Kochanowskiego, piszącego o lipie, to tym razem pozwólmy się wypowiedzieć ...

Białe akacje tchną wonią opiłą
Pod nocą srebrzysto modrą
Jak gdyby innych kwiatów nie było
I wcale być nie mogło!

[Julian Tuwim]



- Najgrubsza robinia akacjowa na terenie Lasów Państwowych rośnie w miejscowości Łęgowo w powiecie Sulechów. Ma 507 cm obwodu i 20 metrów wysokości

-Najstarszy egzemplarz wg Pacyniaka rośnie w Krakowie i liczy sobie ok 208 lat [przyjęto że Robinie dożywają 100 lat, 100 lat...] Rośnie na ul Kopernika przed gmachem Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

- Nazwa robinia pochodzi od nazwiska francuskiego ogrodnika Jeana Robina, botanika i ogrodnika Henryka IV, który jesienią 1600 roku sprowadził jej strąki do Europy

- Liście robinii w rytuale masońskim są symbolem nieśmiertelności, dlatego często są składane na grobach.

- Roślina miododajna

- Jak większość bobowatych wzbogaca glebę w azot, no i generalnie rośnie gdzie popadnie. Znaczy gdzie nasionko upadnie...

- Drewno wytwarza luminescencję [ Do tego wątku pewnego dnia powrócimy]

- Kora, liście i nasiona są trujące dla ludzi i zwierząt

Nie przeszkadza to służyć za surowiec zielarski rozkwitającym kwiatostanom. Nimi też się dziś zajmiemy <3

Opcja 1

W pierwszej kolejności postanowiłam idąc za ciosem "zasyropić" również te kwiecia. Zasugerowałam się stosunkowo wysoką zawartością wody czy innych nektarów:)
Przesypałam warstwami kwiaty cukrem, ugniatając za każdym razem, i luźno przykryte odstawiłam na parapet. Na efekty trzeba będzie poczekać. Ale skoro powiadają, że napar jest dobry na kaszel, to jakiego działania mogę się spodziewać po syropie? Może luminescencji?



Opcja 2
Skoro napar to również suszenie, koniecznie w zacienionym i przewiewnym... bla bla bla...czyli tak jak zwykle. No i co jakiś czas mieszając...



Opcja 3
Jeśli jednak podobnie jak ja ubolewacie nad ulatującym wraz z postępującym procesem suszenia aromatem, nic nie stoi na przeszkodzie by władować je do zamrażarki. [do tej opcji również wrócę w kolejnym poście]

Opcja 4
Wino kwiatowe- jak wiecie wino nastawiam ze wszystkiego. Polecono mi na 3 dni zalać kwiaty przegotowana wodą, następnie wycisnąć, posłodzić... No dobra, w przepisach jest jeszcze coś o cytrynie, skórce pomarańczy, jakiś dodatkowych przyprawach, drożdżach winiarskich... Ale nie byłabym sobą gdybym trzymała się przepisu. Zatem w gąszczu receptur na kwiatowe wina, zrobię jak zawsze- po swojemu. Jak nie wyjdzie, to ładnie przeproszę. Jak wyjdzie- zaproszę.

Opcja 5
Odświeżacz powietrza - [chyba zdubluję przy okazji zbiorczego - kwiatowego posta]
w sumie w tym wypadku powinnam dodać opcję podopcji...
1) zalewamy świeże kwiaty/płatki przestudzoną, przegotowana wodą. Odstawiamy na 1-2 dni. Przecedzamy, wyciskamy i przelewamy do spryskiwacza.
2) zalewamy świeże płatki wodą, wstawiamy do zamrażarki. Po zamarznięciu i odmarznięciu wyciskamy i do spryskiwacza.
Sam pomysł wpadł mi do głowy dziś, przypadkiem, gdy oblałam się tym co w przyszłości ma stać się winem, więc mogę powiedzieć, że sprawdza się równie doskonale, jako kojąca mgiełka do ciała. Jak znajdę chwilę by zakleić logo producenta butelki to nawet zdjęcie dodam:)

Dodatkowe rady czy coś: W przypadku zamrażania nie musicie stosować wody przegotowanej, kamień sam się wytrąci. A woda destylowana, czy jak kto woli demineralizowana powinna szybciej wyssać to co wartościowe z naszych kwiatuszków.
No i najważniejsze, jako pozbawiona konserwantów woda zapachowa będzie się psuła w tempie odpowiadającym psuciu się żywności. Najlepiej przechowujcie ja w lodówce nie dłużej niż 1-2 dni, a jeśli chcecie zachować ja na później to.. Myk do zamrażarki!

niedziela, 29 maja 2016

Leczy raka w 48 godzin

Na ile się orientuję większość z Nas należy do grup facebookowych o podobnej tematyce, stąd zdecydowałam się wypowiedzieć w pewnej budzącej mą irytację sprawie.
Bez wątpienia w ostatnich tygodniach wielokrotnie natknęliście się na artykuł o herbatce z korzeni mniszka która leczy raka w 48 godzin... Coś jak wirus darmowych doładowań spamujący tablice Waszych znajomych.
W komentarzach często widzę rozpływanie się w zachwycie nad artykułem frondy, znanej jako... Dobrze, opinie na temat frondy zachowam dla siebie. 
Nie jestem naukowcem, ale kilka lat spędziłam w laboratoriach z roślinkami. Nauczono mnie tam sceptycyzmu. Wiecie jednak doskonale jak odległa jestem od powściągliwości w testowaniu najróżniejszych ciekawostek z kategorii "zioła".




Nie wolno mi oczywiście w sposób dosłowny wykrzyczeć, że zawarte tam informacje to kłamstwo, gdyż byłoby to karygodne nadużycie waszego zaufania. Chciałabym jednak skłonić Was do dyskusji w tym temacie, i indywidualnych przemyśleń, gdyż komentowanie każdego z udostępnień tegoż artykułu z osobna pochłonęłoby większą część mego i tak limitowanego w okresie wiosenno-letnim czasu.
Tak więc na początek zadałam pytanie o bezpośrednie źródło informacji, jakiś odnośnik do wyników badań naukowych czy coś... Teksty źródłowe nie są jednak silna strona frondy.
Po drugie należałoby wyjaśnić ludziom różnice między faktyczną terapią a suplementacją... Mam nadzieję że Wy, moi kochani znacie te subtelną różnicę.
W jednym z wrzuconych komentarzy zaproponowałam wpisanie w wyszukiwarce hasła "roślina, która leczy raka" i przeanalizowanie wyników. Sama oczywiście uprzednio wykonałam własne polecenie. Nie wątpię, że również podejmiecie się tego eksperymentu. Jeśli wpiszecie "powoduje raka" wyniki będą równie olśniewające.
Pozwolicie, że zademonstruję wam ten mechanizm...
Posłużę się autorskim przykładem. Jeśli napisałabym artykuł "Badania wykazały, że większość osób pijących wodę nie choruje na raka" mógłby to być artykuł prawdziwy. Nie muszę wszak doprecyzowywać, czy były to badania laboratoryjne czy statystyczne. Nie koniecznie uwzględniłabym w nim wiek badanych, ani to czy w przyszłości dopadnie ich choroba nowotworowa. Faktem jednak jest, że przy bezkrytycznym podejściu do tekstu w głowie czytelnika może pojawić się delikatne poczucie, że picie wody może pozytywnie wpłynąć na zmniejszenie ryzyka zapadalności na tą przypadłość, nieprawdaż? 
To oczywiście abstrakcyjny przykład. Mogłabym równie dobrze napisać, że tlen Nas zabija, na co akurat jest masa dowodów naukowych, nie stojących w żaden sposób w sprzeczności z życiową prawda o tym, że brak tlenu zabija szybciej...
W latach 90' gdy rozwinęła się diagnostyka nowotworów w mediach sporo było reklam [tak, reklam w rozumieniu komercyjnym] specyfików z kaktusa i liany stosowanych przez indiańskie plemiona, który leczy raka, jakiejś roślinki z dalekiej afryki o podobnym działaniu... Gdzie tkwi haczyk? Były to czasy gdy ludzie przerażeni skalą występowania nowej choroby cywilizacyjnej histerycznie wręcz poszukiwali panaceum, a że popyt kreuje podaż, jak grzyby po deszczu wyrosły zadowalające ich oferty. Ludzie owej dekady byli również zafascynowani wszystkim co zagraniczne, odległe i egzotyczne...
W bieżącej dekadzie zapanowała niekwestionowana moda na powrót do korzeni. Zgłębianie zastosowań rodzimej flory. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki napłynęła kolejna fala ofert, bazujących już na lokalnych roślinach.
Dlaczego tak strasznie mnie to wzburza? Może dlatego, że o ile pałam głęboką miłością do świata, to jeśli czegokolwiek nienawidzę i mam w pogardzie, to jest to wyzysk ludzkiej naiwności i bezradności. 
Aby nie pozostać gołosłowną - wiem do czego jest zdolna rodzina człowieka chorego na raka. Wiem, że nie ma takiej drogi, na którą nie wkroczy tylko po to by uratować bliską sercu osobę i że nie będzie zważała na koszty. Niestety w ten sposób stają się łatwymi potencjalnymi ofiarami wyzysku. 
Tak samo rozbudzając w chorym złudne nadzieje kolejnymi złotymi środkami możemy wyrządzić mu więcej krzywdy niż pożytku. O ile autosugestia ma potężną moc, to nie można zapominać, że liczne próby nie przynoszące efektu wprowadzają człowieka w stan całkowitego poczucia beznadziei.
Nie wolno pozwolić na mydlenie tym ludziom oczu cudownymi środkami!!!
Ten post doczeka się zapewne kontynuacji, gdy tylko czas mi na to pozwoli. Nie chcę burzyć Waszej wiary w cudowną moc ziół, bo sama podzielam zaufanie do terapii naturalnych, ale chciałabym jednocześnie uchronić Was przed popadaniem w którąkolwiek ze skrajności [czyli hurra-entuzjazmu czy też sceptycyzmu]
Nie chcę też budzić w Was języka nienawiści, ale mam jedną wielką prośbę:
GDY NATRAFIACIE NA TEN ARTYKUŁ PROŚCIE UPARCIE W KOMENTARZACH O PODANIE LINKU DO TEKSTU ŹRÓDŁOWEGO!!!
Tylko tyle i aż tyle, aby przynajmniej osobom dokonujących takich bezkrytycznych udostępnień zasugerować głębsze poszukiwanie
prawdy.
A jeśli autor będzie miał jakieś zastrzeżenia, bez namysłu odsyłajcie go do tego posta lub bezpośrednio do mnie. Ja nie lękam się konfrontacji na argumenty.

Pełna troski- Wasza Wiedźma
<3

Dzika róża

Ile gospodyń tyle przepisów na konfiturę z płatków róży... Wiedźma  nie lubi nadmiaru rozbieżnych przepisów. to psuje całą zabawę. Od jutra rusza na zbiory, wszak najlepsze płatki to te zbierane o świcie. Nie przejmuje się wygłaskanymi i wymuskanymi przepisami królowych przetworów. Ma własną wizję. Przecież robiła w swoim życiu powidła i inne dżemy. Poza tym, gdy podejmowała w swym życiu ambitne starania ścisłego trzymania się przepisu, nie wynikało z tego nic dobrego.

#kompot z #pączków #róży


Rosa canina
Tak więc na pierwszy ogień tradycyjna próba "zasyropienia" przesypując warstwowo cukrem. Nie sposób wyrokować jaki będzie smak rodzącego się specyfiku, ani czy w ogóle dojdzie do skutku jego produkcja, ale już w tej chwili jego zapach wart był wysiłku. Na pierwszy rzut wykonałam jeden słoiczek wielkości średniej szklanki. Upakowałam w niego kilka litrów płatków, więc można powiedzieć że dokonałam drastycznego załamania przestrzeni...




Drugi zbiór, tym razem pół wiadra postanowiłam zagotować, gdyż zapytawszy, dzięcięcięm będąc, mej rodzicielki jak się robi zupy usłyszałam w odpowiedzi: umiesz zrobić rosół? No to robisz rosół i dorzucasz na co masz ochotę!
Prawem serii przyjęłam, że podobna zasadą mogę ze wszystkiego otrzymać kompot, wrzucając cokolwiek do słodkiej wody. Otrzymałam. Smak- nietypowy, aczkolwiek pozytywny. Jak mi się w zamrażarce wyprodukują kostki lodu spróbuję chyba wyzyskać go jako zimny drink.

I zasuszyć...

Róże kwieciem obsypało w tym roku obficie, o ile więc nie nadciągnie jakiś kataklizm, jeszcze sporo eksperymentów przede mną <3

Ps. Po pierwszej dobie zasyropienie dało pierwsze efekty... Efekt nazwałabym  "CHCĘ WIĘCEJ!" i zaliczyłabym do kategorii bezdyskusyjnych!!!
A wraz z nastaniem jesieni doczekałam się dorodnych owoców. Zamiast trzymać się internetowych porad, do jakich celów lepiej zbierać je w stadium twardym, a do których po przemarznięciu pozwalam im wisieć na krzaku tak długo, aż nie staną się mi niezbędne. Wyjątek stanowią owoce przeznaczone do suszenia. Tu jednak, zamiast grzecznie wrzucać je do piekarnika, ścinam całe gałęzie i do czasu wyschnięcia wsadzam do wazonu umieszczonego w suchym i przewiewnym miejscu. [byle jak najdalej od pieca kuchennego, bo herbatka z sadzą jakoś nieszczególnie trafia w me gusta].
  



środa, 25 maja 2016

Rumianek

W dniu dzisiejszym u wiedźmy pojawiły się pierwsze kwiaty rumianku tak więc kilka słów na jego temat <3
Na początek różnica między rumiankiem a rumianem, gdyż wbrew pozorom nie dla każdego jest ona w pełni oczywista. Dziadek rozróżniał po wielkości kwiatów, mamusia po liściach a na studiach powiedzieli że rumianek charakteryzuje się stożkowatym, pustym w środku dnem kwiatowym.
W sumie najistotniejsze jest że w razie pomyłki krzywda się nikomu nie stanie, więc może lećmy dalej.
Stanowisko zbioru
Rumianek to zasadniczo roślina, która lubi mieć pod górkę. Wyrośnie byle gdzie, na byle czym. Cóż jednak począć by nasze złociste koszyczki zbierane w pocie czoła nie okazały się byle jakimi?
W młodości wpojono mi, że najlepszym miejscem dla poszukiwań wolnych od oprysków kwiatów są łąki bezpośrednio przylegające do rzeki i pola rzepaku. Może kiedyś tak było, jednak po kilkunastu latach wsadziłam młodzieńcze nawyki między bajki. Nie wątpię, że surowiec z tych miejsc i tak nie będzie drastycznie gorszy od tego sklepowego, ale Wiedźmy mają wyższe standardy.
Skąd niechęć do kupnych herbatek ziołowych, zapytacie?
A, no primo -
przez kilka lat zbierałam surowce dla jednego z większych producentów. Gdy koleżanka bio-eko-cośtam zaczęła mi wychwalać, że takie ze sklepu to przynajmniej przechodzą testy laboratoryjne, osłupiałam. Oczywiście nie upieram się, że obszarpywane z kwiecia przez niektórych zbieraczy przydrożne lipy i "akacje" odstają od norm... A pokrzywa zerwana na przydrożnym rowie smakuje gorzej... Ale nie jest mi obojętny fakt, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że tak to właśnie wygląda. Nie nazywam się Max Kolonko, ale mówię jak jest.
Secundo-
Nie wszystkie ziela pochodzą ze skupu powszechnego- to oczywiście prawda. Ale... Nie mogę oczywiście podać nazwy firmy, bo zniesławienie itd... Tym niemniej jeśli zdarza się Wam czasem jechać drogą krajową nr 11/ 15, z Jarocina na północ to zapewne poczujecie ten romantyczny nastrój gdy w pewnym momencie otoczą was wonne pola rumianku. I nie będą to pola majaczące daleko na horyzoncie.
Uwaga! Uwaga! Wiedźma potrafi liczyć po łacinie dalej niż do dwóch;p
Tertio-
Rumianek jest rośliną śliczną a do tego wonną, nie tylko w okresie kwitnienia [które może rozciągnąć się nawet na kilka miesięcy] ale także części zielnych.
Co za tym idzie, bez problemu można go wysiać jako roślinę ozdobną. Wiedźma na przykład wczesną wiosną bierze słoiczek z pozostałym po zimie suszem rumiankowym i rozrzuca na rabatkach. Skala trudności - 0. Strata też niewielka, bo przechowywanie suszonych ziół powyżej dwóch lat pozbawia je pożytecznych właściwości, a również smaku.




Kolejna zaletą wysiania jest to, że rumianek każdego dnia zaoferuje nam kolejne kwiaty. Osoby zbierające surowiec po polach i łąkach zwykle wyrywając całe rośliny marnują go bardzo dużo, czyniąc jednorazowym. Dla jasności. To co widzicie na zdjęciu to całe zasoby rumianku jakimi dysponuje wiedźma. Na jedną osobę w zupełności wystarczy. Każdego dnia możemy zebrać z tych kilku krzaczków solidną garść kwiecia. Przez kilka tygodni lub miesięcy... Aaa... Zapomniałam uściślić- na jedną osobę która w rumianku zamierza się kąpać <3



Rumianek