czwartek, 18 stycznia 2018

Świątecznie



- Dzień dobry sąsiadko! - głos dobiegający zza płota wyrwał wiedźmę z kontemplacji nad porannym kubkiem kawy - pomyślałem, że wpadnę ze świąteczną wizytą, zobaczyć czy nie siedzisz sama.

Wiedźma pociągnęła niespiesznie ostatni łyk, analizując zastaną sytuację. Lepiej sama niż w złym towarzystwie - przemknęło jej przez myśl, jednak powstrzymała się od kąśliwej uwagi. Miała nietypowy zwyczaj traktowania ludzi jednakowo w święta, jak i w dni powszednie. To,co wiedziała na pewno, to że sąsiad nigdy nie wpada z wizytą. Czasem z potrzebą, niekiedy z problemem, zwyczajowo z roszczeniami, ale z wizytą nigdy.

- A cóż to, sąsiad świąt do wizyty potrzebuje? Zapraszam w poniedziałek. Ja świętuję wszystkie poniedziałki, żeby im przykro nie było, że nikt ich nie lubi.

- Ale... To znaczy... Czy miałabyś w takim razie do poniedziałku pożyczyć wkrętarkę? Stojak do choinki się połamał, i sama rozumiesz... Oddam w poniedziałek.


- A nie słyszał sąsiad, że świąteczna praca w g*** się obraca?

Kamień z serca - mruknęła do siebie szukając w szufladzie potrzebnego urządzenia - lubiła jasne i przewidywalne sytuacje ;p 



czwartek, 26 października 2017

Paprykarz domowy (wegański)

Obiecałam przepis na paprykarz z arsenału wiedźmowej rodzicielki, zatem zdjęcie legendarnego kajeciku w dzierganej oprawie [przy okazji obrazujący na czym wiedźmie upływają długie jesienne wieczory]

Paprykarz domowy

Składniki:

- 1,5 kg pomidorów sparzonych i obranych ze skórki. Niestety z góry muszę uprzedzić, że te marketowe się nie nadają, zmieniają bowiem produkt finalny w coś na kształt zupy. Po pierwszych złych doświadczeniach zastąpiłam je własnej roboty przecierem pomidorowym, ale równie dobrze sprawdzi się koncentrat pomidorowy [jako że podane na opakowaniu stężenie wynosi 30% potrzebujemy zatem 0,5 kg koncentratu i litr wody]
-0,5kg cebuli drobno pokrojonej
-0,5 marchwi [zetrzeć na tarce]
-0,5 szklanki oleju lub oliwy
-łyżka soli
-łyżka cukru
-0,5 łyżki octu
-2 liście laurowe
-0,5 łyżeczki pieprzu mielonego / ziołowego
-łyżeczka mielonej papryki słodkiej
-szczypta [no może 3,4 szczypty] chilli
-2 woreczki ryżu


PRZYGOTOWANIE:
Ryż podgotować ok 15 minut w małej ilości wody. Dorzucić do gara razem ze wszystkimi powyższymi składnikami. Zamieszać. Dusić 45 minut, [Jeśli jednak zdecydujecie się na wersję ze świeżymi pomidorami, może być konieczne odparowanie nadmiaru wody, zatem pod koniec duszenia zdejmijcie pokrywkę]
Przełożyć do słoików. Zapasteryzować.
Oczywiście jeśli wolicie wersję tradycyjnie niewegetariańską wraz z ryżem dorzućcie 2 puszki dowolnej ryby bez ości w sosie własnym. W sensie zawartość tych puszek ;p


Koniecznie dajcie znać jak wam poszło <3






niedziela, 8 października 2017

Grzybowo

Jesienna zupa grzybowa



Przystępując do dzieła, wyjątkowo jako odpowiednie naczynie obrałam żeliwną brytfannę [nie wymaga żadnych teflonów by zapobiec przypalaniu]

Składniki:

-2 duże cebule

-kilka ziemniaków [najlepsze byłyby niskoskrobiowe, ale nie czarujmy się, to co znajdziemy w sklepach to zwykle tańsze zamienniki, czyli ziemniaki paszowe, co dla rodowitej Pyry jest nieco hańbiące. Na szczęście moje pyry nie są ze sklepu a zza stodoły ;p]

-natka pietruszki [duża garść]

-w wersji dla mięsożerców to z czego robi się rosół, w wersji dla wegeżerców kostka bulionowa szt.2

-suszone grzyby 2 solidne garści

Przygotowanie:

2 duże cebule pokroić, dusić pod przykryciem w brytfannie często mieszając do uzyskania stanu "lekkiego przypalenia" czyli koloru szczerozłotego. Dno garnka możecie dla pewności wysmarować dowolnym tłuszczem, aby nie przywierało na 150%

Ziemniaki pokroić w drobną kostkę.

Złotą cebulę [po zapachu poznacie, że to odpowiedni moment] podlać odrobiną wody [dla wege-bulionu], dusić nadal.

Pokrojone ziemniaki oraz natkę pietruszki wrzucić do brytfanny uzupełniając bulionem kilka cm powyżej poziomu składników.

Na tym etapie ja dla wygody przemieszczam brytfannę do piekarnika, gdyż w związku z sezonem grzewczym nie wymaga to dodatkowego zachodu a w szczególności mieszania, ale racjonalnie rozumując dla Was moi kochani zarezerwowałam opcję duszenia na wolnym ogniu jak najdłużej [min pół godziny] mieszając głęboko od czasu do czasu by rozgotowujące się pyrki jednak się nie przypaliły.

Gdy kostki ziemniaka prawie zupełnie się rozgotują do powstałego gęstego wywaru dorzucamy kawałek mięsa, pół łyżeczki soli i pokrojoną drobno włoszczyznę [Nie dotyczy wegeżerców ;] oraz suszone grzyby.

Dusimy kolejne pół godziny. Na koniec testujemy słoność i w razie potrzeby dosalamy

[nie czyniliśmy tego wcześniej, gdyż ziemniaki pochłaniają sól jak gąbka, stąd metoda naszych przodków na przesolona zupę - wrzucić jednego lub dwa ziemniaki i ponownie zagotować]

Zupa jest gotowa, ale jeśli dacie jej jeszcze trochę czasu by "doszła" spokojnie pod kocem [lub uchylonym piekarniku]... Na pewno nie pożałujecie <3

środa, 30 sierpnia 2017

Dynia

#Dynia 



Dostatecznie dawno nie znajdowała wiedźma czasu by urozmaicić swą dietę [dość powiedzieć, że nawet do rozpalenia ognia w piecu, ciężko się było zmotywować]

Ile jednak można jeść surowych warzyw? To nie jest pytanie retoryczne ;p Można całkiem dużo, ale prędzej czy później zatęskni się za odmianą, no to zatęskniłam. [Nie wykluczam również pośredniego wpływu "tygodnia bez wyjścia do sklepu" skutkującego głodem nikotynowym, ale powiedzmy, że apetyty dopadły mnie w sposób spontaniczny ]




Dziś postanowiłam spróbować jak smakowałyby cienkie plastry młodej [czyli takiej jeszcze bez pestek] dyni w cieście naleśnikowym z dodatkiem świeżego tymianku.



Jako uzupełnienie DIP z kwaśniej śmietany z drobno posiekaną cebulką, ziarnem słonecznika i odrobiną soli.











A na drugie danie, choć zgodnie z tradycją chyba powinno "wejść" jako pierwsze: krem z dyni. Nie nazwę tego "zupą", gdyż powstało bez dodatku wody.

Składniki to:
-mała dynia
-duża pyra [dla zagęszczenia]
-trochę masła
-pęczek natki pietruszki
-sól, szczypta chili
-kilka ząbków czosnku [chyba wolałabym cebulę, niestety na stanie nie było;]
- odrobina słodkiej śmietanki na koniec
Wszystko po rozgotowaniu zblendować.

Tak przygotowany krem oceniłabym na 4/5. Zdecydowanie zabrakło mi w nim najważniejszego - Lubczyku ;p na pewno nie zaszkodziłaby też porcja włoszczyzny, może korzeń łopianu... Ale jak na potrzebę taniego, prostego, szybkiego i sycącego obiadu... Nie zawiodła pokładanych w niej nadziei.





ps. Smakowała zdecydowanie lepiej niż danie gotowe dla niemowlaków. Takie w słoiczkach, które mają ponoć uczyć dzieci smaków ;p

Placki dyniowe z konfiturą z czarnej porzeczki

Miksujemy na jednorodną masę :

-pokrojoną dynię bez skórki
-jajko
-trochę cebulki
-mąkę [nie za dużo, jedynie na tyle by związała zbyt lejącą masę]

Smażymy na maśle. Podajemy z kwaśną konfiturą.

niedziela, 16 lipca 2017

Urodziny

Ostatnio coraz częściej na swej drodze napotyka Wiedźma ludzi niosących w sercu poczucie zmarnowanych szans i utraconego czasu... To chyba znak rozpoznawczy nowego pokolenia, gdyż od obywateli starszej daty zwykle słyszała że nie ma sytuacji bez wyjścia, a nadzieja umiera ostatnia.
Zamyśliła się wiedźma gładząc dłonią haftowany rękoma przodków, lekko już pożółkły lniany obrus na wyczekującym urodzinowych gości odrapanym stole. Cóż, obrawszy usłaną kamieniami drogę, nieroztropnie byłoby zakładać, że ani raz się na niej nie potkniesz - mruknęła do zażywającego porannej kąpieli słonecznej zwierzyńca. Zwierzyniec tylko podrapał się za uchem, mruknął, ziewnął i nie przejął się szczególnie rozterkami wiedźmy.
Nagle zza drzwi dobiegł wrzask. Wiedźma ruszyła w ich kierunku dociec przyczyny. Na progu zasiadał strojny kocur z pierwszym z urodzinowych prezentów w pysku. Krzywodzioby pisklak szarpał się okrutnie, jednak powoli dawał za wygraną. Kot był z siebie wyraźnie dumny, wszak podarował swej towarzyszce to co uznał za najlepsze.


Wiedźma przyjęła dar, wygładziła potarmoszone i oślinione pióra. Widzisz ptaszyno - mruknęła - Ty również znalazłeś się z beznadziejnym położeniu. Pierzasta kulka zaprzestała szamotaniny. Obrzuciła wiedźmę tym samym przygaszonym spojrzeniem jakie tak często obserwowała w oczach ludzi. Palce ciepłych dłoni zelżyły uścisk, a ptak poszybował ku niebu po nowy czas, nowe życie...
Kot prychnął z dezaprobatą. Wiedźma na zgodę pogłaskała go po głowie i poczęstowała tym co sama miała najlepsze. Wszak podarował jej coś wspaniałego - nadzieję.
fot. Anima Silea​
tekst: Wiedźma na swoim​

niedziela, 14 maja 2017

Szparag lekarski ( Asparagus officinalis)

Szparagów, zdaje się, nikomu przedstawiać nie trzeba... Gdybyście jednak byli ciekawi...

Sezon w pełni !

Szparagi, znane są nam głównie z półek sklepowych jako popularne sezonowo warzywo, oraz z wyjazdów zarobkowych do zachodnich sąsiadów. Wielbiciele roślin ozdobnych mogą ewentualnie kojarzyć A.plumosus, a nieco starsi czytelnicy A.Sprengera, oraz dodawane nałogowo do goździków w charakterze przybrania w czasach minionego ustroju. Szczególnie ten ostatni zapisał się w wiedźmowej pamięci czarną kartą licznych zadrapań i niejednokrotnego splatania włosów... Ale dopiero od czasu, gdy mała wiedźma poczęła głową wystawać ponad stół w szklarni :)

Wróćmy jednak do naszej odmiany konsumpcyjnej.

Poza ceną, jedną z największych zmór zjadaczy szparagów jest ich częsta łykowatość oraz niejednokrotnie gorzkawy posmak. Na uczelni wyjaśniono mi, że są to symptomy złego przechowywania, a tak po chłopsku to zwyczajnie nieświeżego produktu. Przede wszystkim, kupując szparagi, należy wybierać sprzedawców, którzy ustawili pęczki na tackach z odrobiną wody, aby nie więdły, omijać natomiast szerokim łukiem tych, którzy rzucają je na półkę jak chochoły słomy. Tyle w kwestii zakupów.

W kwestii uprawy z kolei zapamiętałam, że to białe wycina się spod powierzchni ziemi ostrym narzędziem, gdy tylko skorupa na kopczyku [wymagają obsypywania] zaczyna pękać, że zbiór na dużej plantacji odbywa się 2 razy na dobę i że szparag urośnie wszędzie, bo nie wymaga od życia prawie niczego. Szparag zielony i biały to w zasadzie to samo, z takim wyjątkiem, że potraktowany ostrym narzędziem dopiero po ujrzeniu słonka.

Jako pokrzywdzona przez szklarniowe, kolczaste łobuzy i zniechęcona doznaniami smakowymi przez długie lata stroniłam od szparagów, do czasu gdy podczas długiego spaceru skończyły mi się zapasy wody, a do cywilizacji było daleko. Natrafiłam tam na nierozwinięte łodygi zdziczałych szparagów, i ma miłość do nich rozkwitła! Nic dziwnego, wszak uchodzi za afrodyzjak [jak wszelkie jadło o kształtach fallicznych]



Przypisywane działanie:

-moczopędnie

-przeciw zaparciom

-polecane przy nadciśnieniu [asparagina]

-na potencję i libido

-w chińskiej medycynie ludowej dla poprawy stanu psychicznego i cukrzycy

-kwas foliowy [dla kobiet planujących ciążę]

-bogate źródło witamin, soli mineralnych, błonnika i antyoksydantów

-niska wartość kaloryczna - ok 20kcal




Ciekawostki:

-prażone nasiona stanowią surogat kawy

-można je zapiekać w piecu lub na grillu

-u połowy populacji powodują nieprzyjemną woń moczu [uwarunkowania genetyczne]

-w niektórych krajach uznawany za oficjalną roślinę leczniczą [np. Meksyk, Francja, Wenezuela]

W kulturze:

-Vincenzo Campi "Sprzedawczyni owoców"


-Frans Snyders "Martwa natura z owocami w wiklinowym koszu"

sobota, 15 kwietnia 2017

Zupa krem z pokrzywy i szczawiku

🐰 Jedną z największych zalet mieszkania na odludziu jest brak sklepu otwartego we wszelakie święta... To bardzo pobudza kreatywność w kuchni, szczególnie, jeśli przy okazji zrezygnowało się z posiadania lodówki i urozmaiconego suchego prowiantu. W takiej sytuacji o wiele łatwiej znaleźć motywację by rankiem zerwać się z łóżka i ruszyć w las przed deszczem.
Tyle filozofii, a w praktyce dziś na obiad zupa krem z kaszą. 
Składniki:
-pokrzywy
-szczawik zajęczy
-pół marchewki [bo królik nie chciał]
-krwawnik
-czosnek [szczypior lub ząbki]
-pietruszka [nać]
-olej roślinny
-przyprawy
[ostatnio upodobałam sobie to określenie. Zimową porą podjęłam wysiłki by ustalić co oznacza to magiczne hasło na opakowaniu; zawleczonej na Pipidówę przez odwiedzających; przyprawy do zup. Skład PRZYPRAWY podany przez producenta brzmiał z pozoru prosto: suszone warzywa (tu wymieniono), sól, przyprawy. To prawie jakby na opakowaniu pizzy napisać: skład 100% pizza. Dla mnie to dość mało precyzyjne, zatem udałam się do źródła. Niektórzy mogą na tym etapie uznać, że wiedźma się czepia... Może i się czepia, ale w skutek pewnej uciążliwej alergii, czyniącej zakupy spożywcze o wiele praco chłonniejszymi od zbieractwa. 
Uzyskanie informacji o składzie zajęło mi pół roku i zaangażowało w mailowanie ze mną chyba wszystkie działy fabryki.]
Ja zatem od razu wymienię dla Was wszystkie jak leci: lubczyk, sól, majeranek



Przygotowanie:
Drobno pokrojony czosnek podsmażamy na oleju. Pod koniec smażenia dorzucamy przyprawy i posiekaną pietruszkę. Następnie podlewamy wodą i wrzucamy wszystko pozostałe. Gotujemy kilkanaście minut, blendujemy.

SMACZNEGO !